| Pierwsza rzecz, jaką można zauważyć zaraz po przyjeździe do kraju o innym klimacie, to odmienna roślinność. Jest wszędzie dookoła i nie przestaje nas zadziwiać. Począwszy od palm i fikusów wzdłuż drogi, przez strelicje na podwórku aż po kaktusy, które przybysza z krajów o umiarkowanym klimacie zadziwiają przede wszystkim swoim rozmiarem. | ||
|
Największe (jak dotąd) kaktusy i największą ich
różnorodność spotkaliśmy w
Ogrodach niejakiego Huntingtona.
Wystarczy spojrzeć na zdjęcie obok, aby poczuć się malutkim.
Takie samo wrażenie (małości) można poczuć w gaju bambusowym.
W końcu bambusy, to taka mocno przerośnięta trawa.
Jakkolwiek by jednak na to nie patrzeć, to kaktusy zdecydowanie najlepiej wygladają w środowisku naturalnym, czyli na pustyni. |
|
|
Jak dotąd udało nam się odwiedzić jedną z okolicznych pustyń znajdującą się na terenie Joshua Tree National Park. Park ten swoją nazwę przyjął od drzew Jozuego występujących tam w obfitości i jak widać obok, mogących wyglądać imponująco. Podobno nazwę tę wymyślili mormońscy osadnicy wędrujący na zachód. Drzewo to przypominało im brodatego proroka wyciągającego ręce ku niebu. W rzeczywistości, jest to roślina należąca do tej samej rodziny co yukka i aloes, choć niekoniecznie jest do nich podobna. Widzieliśmy tych drzew mnóstwo i muszę przyznać, iż trudno się dziwić mormonom i ich skojarzeniom, bo rzeczywiście drzewa te potrafią przybierać najdziwniejsze kształty, od kształtu typowego drzewa po wygląd zbliżony do palmy i wszystko co można wymyślić po drodze, w tym wyciągnięte ku górze ręce. | |
|
Oprócz drzew Jozuego, wyglądających ciekawie pewnie o każdej porze roku, udało nam się trafić na kilka kwitnących kaktusów. Można tu mówić o szczęściu, bo wybraliśmy się tam na początku kwietnia, czyli praktycznie po porze kwitnienia. Wygląda na to, że zima i wczesna wiosna, to najlepsza pora roku na odwiedzanie pustyń z dwóch powodow: wyglądu roślin i temperatury. Ja wolę nie sprawdzać osobiście temperatur panujacych tam w pełni lata. Niektórzy twierdzą, że obszar parku, to oaza, ale mimo że widzielismy tam mnóstwo roślin (powiedzmy szczerze, kaktusów), to jakoś żadnym sposobem nie pasowało to do mojego wyobrażenia o oazach, a temperatura i wszechobecność piasku przekonywała mnie o czymś wręcz przeciwnym. | |
|
Trzeba przyznać, że dodatkową atrakcją okolicy były całkiem
niezłe granitowe skałki rodem jak z westernu. Podobno były one
świadkami jakichś strzelanin i zabierania sobie nawzajem bydła.
W tej chwili wykorzystywane są one jak należy, czyli jako teren
wspinaczkowy. A to przykład jeszcze jednego kaktusa, który mimo braku kwiatów wygląda całkiem nieźle. Muszę przyznać, że miałam ochotę połaskotać te wielkie stopy. Szkoda, że takie kłujące. |
|
|
San Jose, październik 1997 © Jo-La
|
||
|
Reedycja - Wrocław, 2004 © Jo-La |
||