MISJE, CZYLI TROCHĘ HISTORII

indiańska chata Pierwotnymi mieszkańcami Kaliforni byli Indianie. Jednak nie tacy jakich znamy z filmów; nie jeździli oni na koniach (ktore pojawiły się dopiero wraz z Hiszpanami) ani nie polowali na bizony. Żyli głównie ze zbieractwa i łowiectwa. Tam gdzie było to możliwe uprawiali dynie, kukurydzę i fasolę, lub też łowili wszystko, co się nadawało w oceanie do zjedzenia. Mieszkali w słomianych chatach takich jak ta na zdjęciu, ktorą znalezliśmy w Arboretum miasta Los Angeles.
Sytuacja ta zmieniła się, gdy Kalifornią zainteresowali się Hiszpanie. Brakowało im wojska i środków na walkę z Indianami, nie mieli też odpowiedniej liczby osadników do zagospodarowania nowych terenów, postanowili więc Indian zamienić w obywateli hiszpanskich. W tym celu należało nauczyć ich języka oraz praw i zasad rządzących w nowym społeczeństwie oraz skończyć z ich pogaństwem.
Junipero Serra I tak na początku 1769 r. z terenów dzisiejszego Meksyku pod wodzą Gaspara De Portoli wyruszyła na północ wyprawa, której uczestnikiem był franciszkanin, ojciec Junipero Serra, zwany później "apostołem Kaliforni". Jego zadaniem było zorganizowanie Misji, czyli miejsc gdzie franciszkanie mogliby nawracać indian, uczyć ich języka hiszpańskiego, rzemiosł i uprawy roli. Pierwsza misja zotała ulokowana na terenie dzisiejszego miasta San Diego, a jej patronem został San Diego De Alcala. Uczestników wyprawy dotknęły prawie wszystkie możliwe nieszczęścia; brak jedzenia i wody, choroby, napady Indian, lecz mimo wszystko powstawały kolejne misje. Do roku 1823 założono ich 23 z czego założycielem siedmiu był ojciec Junipero Serra. Rozrzucone zostały one wzdłuż wybrzeża oceanu od San Diego na południu, po Sonomę na północy.
campanilla Odwiedziliśmy 3 z nich, co pozwoliło nam na znalezienie kilku cech wspólnych. Te najstarsze zabytki mają swój urok i nastrój, a wszystko ma charakter meksykańsko-hiszpański. Najbardziej charakterystyczne są dzwony umieszczane nie na wieżach, lecz w murach. Taka odmiana dzwonnicy nosi nazwę campanilla i można ją uważać za symbol tutejszych misji.

Wszystkie misje zbudowane były na planie czworokąta. Długi budynek z podcieniami po obu stronach otaczał czworokątny dziedziniec, na którym toczyło się kiedyś życie. Tam więc robiono pranie, gotowano jedzenie, wypalano cegły, wyprawiano skóry, wytwarzano narzędzia itp. W podcieniach odbywały się lekcje. W jednej z pierzei znajdował sie kosciół, którego fasada odróżnia misje od siebie. Szerokość budynków (w tym koscioła) zależna była od... długości pni drzew rosnących w okolicy, gdyż budynki z cegły pokrywane były płaskim drewnianym dachem.
misja Sant Gabriel Misja była praktycznie niezależna gospodarczo. Oprócz głównych zabudowań w skład majątku wchodziły też spichlerze, młyny, obory, piece garncarskie, czasem winiarnie czy nawet więzienie. Na terenie misji mieszkało 1000-2000 Indian, więc i zaplecze musiało być odpowiedniej wielkości.

Podczas całej działalności wszystkich misji ochrzczono 89.663 osoby. Do przyjęcia chrztu (podobno) nikt Indian nie zmuszał, jednak po nim stawali się obywatelami Wicekrólestwa Meksyku. Następstwem tego był zakaz opuszczania misji. Księża zarządzajacy misją decydowali o wszystkich sprawach dotyczących podległych im Indian, nawet o zaślubinach.
Santa Barbara - dziedziniec Działalność misji zakończyła się wraz z ich sekularyzacją w latach 1833-1835. Jednakże już po 20 latach, misje zaczęły wracać do Kościoła, lecz tylko w małej części z powrotem w ręce Franciszkanów. Znaczną ich część przejęły lokalne diecezje a także Klaretanie, Jezuici, Oblaci, Kapucyni, a dwie stały się obiektami tylko muzealnymi.

Prawie każda misja ma w swej historii trzęsienie ziemi podczas którego większość budynków została zniszczona. Z reguły odbudowywano przede wszystkim kościół i ewentualnie część zabudowań mieszkalnych. Nie można więc zobaczyć żadnego kompleksu misyjnego w całości, ale to co pozostało jest utrzymywane w bardzo dobrym stanie.
San Jose, Styczeń 1998 © Jo-La