GÓRY

wielka szyszka Najbliższymi i pierwszymi zwiedzanymi przez nas górami były San Gabriel Mountains wznoszące się tuż nad Pasadeną. Spoglądamy na nie często sprzed naszego mieszkania, jeżeli tylko smog na to pozwala (lub raczej jego brak) i myślimy sobie o Sudetach. Bo choć wysokości są tu niewiele większe od sudeckich, to cała reszta jest zupelnie inna.

Po pierwsze są to bardzo suche góry, wręcz wypalone przez słońce. Dolna granica lasu znajduje się na wys. ok. 1700 mnp, a poniżej tylko piasek, skały i ostre krzaki - krajobraz półpustynny. Z powodu upału chodzenie poniżej granicy lasu jest niemożliwe, choć istnieją tam scieżki turystyczne. Zaczęlismy więc od chodzenia po lesie i od razu natknęliśmy się na wielgaaachne szyszki. To nie fotomontaż. Taka szyszka waży ponad kilogram i wygląda na niezniszczalną, lecz tutejsze wiewiórki i z takimi dają sobie radę.
tzw. wieża widokowa Jako pierwszy cel wybraliśmy wieżę widokową zaznaczoną na mapie jako "outlook tower". I cóż zobaczyliśmy po dojściu na miejsce? Wystarczy spojrzeć na zdjęcie obok. Mają tu różne wielkie rzeczy, ale wieże widokowe do nich na pewno nie należą. Owszem, dzięki dobremu usytuowaniu widok jest rozległy, lecz nie nazwałabym tej budowli nigdy wieżą.

Tutejsze góry najczęściej służą jako miejsce na piknik. Z samochodem załadowanym różnorakim jedzeniem, garnkami sztućcami itp. jedzie się w miejsce oznaczone jako "rest area" i tam pitrasi się i zajada przez pół dnia, by potem wrócić do domu.
najpopularniesza roślina w okolicy Lecz oprócz tego co mamy w najbliższej okolicy są tu też Góry z prawdziwego zdarzenia. Natknęliśmy się na takie przy wyjeździe do Parku Narodowego Sekwoi, a dokładniej w Parku "Kings Canyon". Inne góry i rodzaj tyrystyki też inny. Przede wszystkim pojawiły się kampingi, a na nich zwyczaje odmienne od nam znanych.

Tak więc tutejszy kamping to nie kawał ogrodzonego trawiastego terenu, lecz kawałek lasu poprzecinany gęsto asfaltowymi dróżkami. Robiąc kolejne pętle (oczywiście samochodem) można sobie wybrać miejsce, co jest równoznaczne: miejsce na samochód lub dwa, przestrzeń na której zmieściłoby się z pięć namiotów, a może i więcej, obmurowane miejsce na ognisko, ruszt na befsztyki (?) oraz stół i ławki, ale najczęściej niestety betonowe. Nikogo nie obchodzi ilość postawionych namiotów, ani śpiących w nim osób, lecz tylko ilość samochodów i za to się płaci. Płacenie polega na wypełnieniu małego formularza wziętego z jakiegoś stojaka, w którym najważniejsze są dane samochodu i ilość planowanych noclegów, po czym odpowiednią ilość pieniedzy wkłada się do specjalnej koperty wraz z tymi danymi i wrzuca do mocnego metalowego pudła. Jeszcze odcinek z numerem koperty za szybę samochodu i to na tyle - można zacząć wędrówkę. I tu znowu potrzebny jest samochód, aby dojechać do punktu wyjścia szlaku, gdyż dojścia piesze są nieprzewidziane (chociażby brak pobocza przy drogach). Wiekszość tras wycieczkowych, to po prostu pętle o różnych długościach odchodzące od głównej drogi asfaltowej.
Kings Canyon Można też uprawiać bardziej zaawansowaną turystykę. W tym celu wystarczy wykupić pozwolenie na chodzenie poza ścieżkami. Potem zostaje tylko zapakować plecak, zabrać cały sprzęt i w drogę. Trzeba jednak pamiętać, że droga ta może być naprawdę niebezpieczna. Nie wiem dokładnie jak ze znakowaniem szlaków (nie używa się tu kolorowych pasków na drzewach) w dzikszym terenie, ale należy się liczyć z możliwoscią kilkudniowej wędrowki bez spotkania z innym czlowiekiem. Do tego dochodzą różne inne rzeczywiste niebezpieczenstwa. W wielu rejonach żyją niedźwiedzie i spotkanie z nimi nie należy do rzadkości, jeśli nie niedźwiedzie, to mogą być pumy, czyli jak je tu zwą - górskie lwy. Poza tym zdecydowanie należy zaopatrzyć się w duży zapas wody, bo choć w wyższych górach można czasem spotkać jakiś strumyk, to nie zawsze wtedy kiedy jest najbardziej potrzebny. Mimo wszystko ludzie po dzikich górach chodzą.

Niedźwiedzie pojawiają się także w pobliżu kempingow zwabione możliwością znalezienia jedzenia. Z tego powodu nie wolno zostawiać niczego do jedzenia na wierzchu i pod żadnym pozorem nie należy mieć jedzenia w namiocie. Podobno nawet w samochodzie jedzenie może zostać wywąchane i wtedy smutny samochodu los. Nie są zabezpieczeniem turystyczne lodówki, bo niedźwiedzie nauczyły się, że w takich pudłach zawsze jest coś smacznego. Są więc specjalne metalowe skrzynie do zamykania żywności na noc, a wszystkie kosze na śmieci są tak zabezpieczone, że trzeba się trochę nagłowić aby je otworzyć. Jest też oczywiście mnóstwo ostrzeżeń i pouczeń dookoła, co robić gdyby jednak ten niedźwiedź się pojawił.

Każdy może sobie znaleźć taki sposób na spotkanie z górami, jaki mu najbardziej pasuje; od zastąpienia nóg samochodem, po wędrówkę z plecakiem w naprawdę trudnym i dzikim terenie. Jest to tak wielki kraj, że dla wszystkich jest miejsce.
San Jose, październik 1997 © Jo-La